wtorek, 15 maja 2012
W weekend zwiedzałam po raz kolejny bliskie mi miejsca na Wilanowie. Wbrew pozorom, wbrew wszystkim, którzy twierdzą, że Miasteczku Wilanów kompletnie brakuje infrastruktury, konsekwentnie odkrywam tu kolejne restauracje. Vilanovy nie trzeba nawet specjalnie odkrywać, prezentuje się tuż przy samej, a właściwie naprzeciwko Świątyni Opatrzności. Wygląda przyjemnie. Nowoczesne wnętrza są w ciepłych, przyjaznych kolorach, cegła, beże, ciemne brązy. Ciekawe oświetlenie, świeże kwiaty. Powiedziałabym, że wystrój tej restauracji idealnie wpisuje się w tutejszą klientelę. Mam mocne przekonanie, że sporo mieszkańców miasteczka właśnie tak urządziłoby swoje mieszkania. Może to jest standard, ale dość wysoki. Sprawdzam kartę i z zadowoleniem stwierdzam, że restauracja może się pochwalić sezonową kartą, pełną szparagów. Na przystawkę wybieram więc Szparagi ze szpinakiem, pomidorkami, czosnkiem i masełkiem. Danie jest bardzo przyzwoite. Dobrze łączy się sos Béarnaise z kroplami balsamico. Wolałabym co prawda, żeby te szparagi były zielone i żeby całość ciut lepiej się prezentowała, ale nie ma tu niczego, co mogłoby nie smakować. Jest dobrze. Danie główne wybieram już z karty właściwej. Po konsultacji z kelnerem będzie to Sandacz pieczony z sosem z szyjek rakowych podawany na grillowanej cukinii i risotto z pęczaku z suszonymi pomidorami. I to jest już bardzo ciekawa kompozycja. Sam sandacz jędrny i atrakcyjnie zgrillowany. Bardzo dobry sos z szyjek rakowych, mogło być go znacznie więcej, cukinia al dente, do tego pęczak z kawałeczkami suszonych pomidorów. Naprawdę dobre. Na koniec, zamiast deseru zamawiam jeszcze koktajl z marchewki, imbiru i soku z cytryny. To bardzo dobry pomysł. W ogóle mam wrażenie, że soft drinks są niedoceniane, a bardzo potrzebne. Dla osoby, która do restauracji przyjeżdża samochodem, stanowią znakomitą odmianę wobec wody, soków i napojów gazowanych. Vilanowa to rozumie. To, jak i wiele innych kwestii. Bardzo przyjemne miejsce. Vilanova, ul. Klimczaka 22, Warszawa Po więcej zdjęć Vilanova zapraszam na Fanpage Frobloga na Facebooku.
poniedziałek, 14 maja 2012
Naprawdę nie wiem, dlaczego ostatnio nie ma na co pójść do kina. Nie rozumiem, dlaczego zafundowano nam piekielny maraton znakomitych filmów w okolicy Oscarów, zmuszający do oglądania dwóch-trzech filmów w każdy weekend, żeby zdążyć przed zdjęciem ich z ekranów. Teraz natomiast w kinach można obejrzeć prawie wyłącznie sci-fi. Na tym tle „Połów szczęścia w Jemenie” lśni niczym kamień szlachetny. Choć oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że to raczej efekt w stylu „na bezrybiu i rak ryba”.
niedziela, 13 maja 2012
Maleńkie prześliczne miejsce na warszawskim Wilanowie. Na ścianach małe zdjęcia i ogromne obrazy z różnymi odsłonami paryskiej ulicy. W głośnikach francuska muzyka. Małe okrągłe stoliki, wygodne krzesełka. Ciepłe kolory lamp i urocze pięterko, na którym się lokuję w poszukiwaniu odrobiny miejsca. Niedziela. Mnóstwo ludzi.
sobota, 12 maja 2012
Ilekroć próbowałam tu coś zjeść, było pełno. Wywnioskowałam, że jest dobrze, stąd tak duża popularność. Ostatnio podjęłam kolejną próbę. Po wejściu powitał mnie podniesiony głos właścicielki „Słucham panią”. Nie podchodzi, nie mówi do mnie, po prostu woła zza baru... Oferuje stolik pod oknem, ale z ograniczeniem czasowym. Siadam i patrząc na stojącą na stole informację o rezerwacjach, ze zdziwieniem stwierdzam, że wstrzeliłam się pomiędzy dwie. Czuję się jak na taśmie produkcyjnej. Do 19tej mam zjeść. I mam tę przyjemność tylko dlatego, że moi poprzednicy siedzący przy tym stoliku zdążyli się uwinąć nieco wcześniej.
piątek, 11 maja 2012
Bardzo rzadko bywam w tych okolicach. Jeśli już jestem, powód musi być poważny. Tym razem powodem była Winiarnia Kotłownia. Ciągle odczuwam niedosyt miejsc z wine barem w tle, dlatego staram się sprawdzić każde istniejące i regularnie odwiedzać te, które lubię najbardziej. Żoliborska Kotłownia z pewnością zasługuje na uwagę. Bardzo ciekawe wnętrze zaaranżowane w autentycznej niegdyś kotłowni.
środa, 09 maja 2012
Opasły jest jednym z tych miejsc, do których wracam dość często. Wracałam w roku poprzednim, co zaowocowało umieszczeniem Opasłego w pierwszej trójce Knajpy Roku Frobloga, wracam uporczywie i w tym roku. Tym razem był dodatkowy powód– Opasły właśnie przeszedł mały remont i powiązaną z nim delikatną zmianę wystroju.
poniedziałek, 07 maja 2012
Siedzę sobie w fajnej włoskiej knajpce na Powiślu. Objadam się prostymi, ale pysznymi daniami. Piękny widok, fajny klimat. Przy stolikach dookoła siedzą ci, którzy przyszli na spacer i wpadli przypadkiem, ale przede wszystkim ci, którzy mieszkają obok. Ja piję wodę, oni piją wino. Mogą, bo nie przyjechali samochodem. Patrzę na nich z zazdrością. Jak słowo daję, zaczynam rozważać przeprowadzkę na Powiśle.
niedziela, 06 maja 2012
Dzisiejsze śniadanie potraktowałam spontanicznie. Pomysł był krótki - rzucam rano okiem na Facebooka i kto się najsmaczniej zaprezentuje – tam jadę. Konkurencja była mocna, ale Bułkę przez bibułkę wystawiło do niej zjawiskowo wyglądającego Bajgla z jajkiem i boczkiem. Po 30 minutach byłam już na Puławskiej.
piątek, 04 maja 2012
Z wszystkich śniadań i brunchów, które ostatnio zwiedziłam, brunch w Latawcu zrobił na mnie największe wrażenie. Pogoda była zjawiskowa, na zewnątrz kolorowe leżaki. Wprawdzie z widokiem na trasę łazienkowską, ale od trasy dzielą Latawca jeszcze drzewa i ścieżka rowerowa.
czwartek, 03 maja 2012
Ten spektakl to koprodukcja Teatru Polonia z Teatrem Wybrzeże z Gdańska, dlatego mamy okazję na deskach Polonii zobaczyć trójmiejskich aktorów - Mirosława Bakę i Dorotę Kolak. Sztukę kanadyjskiej dramatopisarki Michele Riml wyreżyserowała Krystyna Janda. Przedstawienie można oglądać na deskach obydwu teatrów. Ja widziałam w kwietniu w Polonii.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Napisz do mnie
Czekam na:
Kulturalno-kulinarne blogi
Polecane restauracje
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||